Uwaga Spoiler!

Nie-czuły autor...

Czułe słówka - Larry McMurtry

Targana wyrzutami sumienia, że mało czytam a de facto rozpoczynam jedynie kolejne książki, postanowiłam w drogę do i z pracy wziąć wersję pocketową, co by się nie nanosić; z treścią dość lekką, co by się nie zmęczyć intelektualnie przed robotą lub nie wykończyć do końca po niej. Tak padło na "Czułe słówka", kupione kiedyś pod wpływem chwili na promocji.

Po kilkunastu, kilkudziesięciu stronach stwierdziłam, że obyczajówka to raczej nie to, co tygryski lubią najbardziej, ale postać Aurory na tyle mnie frapowała, że czytałam z pewnym zainteresowaniem dalej bez większych kłopotów (czyli znużenia bądź przymusu). Z rzadka nawet jakiś uśmiech pod nosem się pojawiał. Pierwszy rozdział, opisujący jeden rok z życia zadufanej w sobie, bezpretensjonalnej i szczerej do bólu Aurory Greenway jest naprawdę sprawnie napisaną historią matki i córki, tak różnych, a wydaje się że jednak podobnych. Opowieść w tej części skupia się głównie na matce, wdowie koło piędziesiątki, nieustannie adorowanej przez kilku mężczyzn, oraz na jej relacjach z otoczeniem. Czyta się nieźle, jesteśmy ciekawi, co tym razem Aurora wymyśli.

Drugi rozdział to niestety porażka. W niecałych 50 stronach autor streścił 5 lat życia córki, akcję umieszczając 10 lat po wydarzeniach z rozdziału pierwszego. A więc dowiadujemy się, że państwo Hortonowie dwa razy się przeprowadzili, mają już dwóch synów oraz córeczkę, że z Flapem małżeństwo istnieje na papierze - on sam ma zazdrosną o żonę kochankę, a Emma ma drugi romans, tym razem z doktorantem męża, młodszym od niej o kilka lat. A na końcu rozdzialiku dowiaduje się o raku, godzi z matką (jeśli tak to można nazwać) i... umiera. Rozdział pozbawiony finezji pierwszej części, mocno skrócony, głównie oparty na opisach zdarzeń niż na dialogach - tak mocnym punkcie pierwszych trzystu stron. Nieodparte wrażenie pozostawia myśl, że autor umówił się z wydawcą na 300 stron i ani kropki dalej; i niestety rozpisał się biedaczysko na początku, potem trzeba było jakoś podgonić historię. Chyba już lepiej, gdyby powstała po prostu druga część książki, opisująca z podobną lekkością historię Emmy. Choć... teraz sobie myślę, że najlepszym wyjściem byłoby jednak zamknięcie książki na tym etapie, na którym skończyła się część pierwsza - czyli porodzie Emmy, względną miłością w związku Aurory z Generałem i 'zgodą' Rossie z Royce'em. Druga książka byłaby przeciągana, nic świeżego by się nie pojawiło. W obecnej postaci naprawdę irytuje to przebiegnięcie przez 5 lat życia Emmy i nagła odmiana Aurory.

Reasumując, polecam książkę, zwłaszcza, jak ktoś widział film. Ja do filmu się dopiero przymierzam. Mam nadzieję, że reżyser był bardziej czuły na punkcie wyczucia podziału czasu akcji i równowagi historii.